Drugi wieczór 10. Festiwalu Goldbergowskiego wypełniły Wariacje Goldbergowskie Johanna Sebastiana Bacha – obowiązkowa pozycja repertuarowa, która towarzyszy festiwalowi od pierwszej edycji. Legenda głosi, że mistrz Bach napisał ten niezwykle kunsztowny cykl, aby ulżyć hrabiemu Kayserlingowi w jego bezsenności. To jednak argument zbyt frywolny, aby w niego w pełni uwierzyć.

Wariacje Goldbergowskie są czwartą częścią misternie zaplanowanego przez Bacha projektu Clavier-Übung, którą wydał w 1741 roku w Norymberdze. Na karcie tytułowej nie widnieje dedykacja dla hrabiego, nie ma ani słowa o młodym Goldbergu. Jednak liczne kontakty, jakie ich łączyły wskazują, że 14-letni wówczas Goldberg mógł być ich pierwszym wykonawcą. Słowa, które znalazły się na pierwszej stronie są wielce znamienne: denen Liebhabern zur Gemüts-Ergetzung – „miłośnikom dla pokrzepienia umysłu”.

To, co wydarzyło się podczas drugiego wieczoru, było nie tylko pokrzepieniem, ale niezwykłym uniesieniem dla słuchaczy. Mahan Estahani wykonał cykl w oryginalnej wersji – a zatem na dwumanuałowym klawesynie. Wszystko było precyzyjnie zaplanowane, czas rządził przebiegiem całego continuum. Niezwykła precyzja, krótkie i delikatne uderzenie, akcenty i zawieszenia, nienaganna wirtuozeria, kontrapunktyczne skupienie … to była jedna z najlepszych interpretacji, jakie słyszałam.

Urodzony w Teheranie klawesynista, wykształcony w Stanach Zjednoczonych i Europie, z pewnością jest muzykiem zjawiskowym, o którym mam nadzieję usłyszymy jeszcze nie raz. A.M.

Fotografie Małgorzata Jonczyk